USA trip, wycieczka po usa, stany zjednoczone, wyprawa do usa, zwiedzanie usa, wiza turystyczna, zdjęcia, przewodniki, bilety, samolot, wypożycz samochód, wypożyczalnia



USA trip, wycieczka po usa, stany zjednoczone, wyprawa do usa, zwiedzanie usa, wiza turystyczna, zdjęcia, przewodniki, bilety, samolot, wypożycz samochód, wypożyczalnia

Kto nas odwiedził?
USA trip, wycieczka po usa, stany zjednoczone, wyprawa do usa, zwiedzanie usa, wiza turystyczna, zdjęcia, przewodniki, bilety, samolot, wypożycz samochód, wypożyczalnia
RSS
 

Park Narodowy Zion

15 lip

Trasa - 15 lipiec

6:00 rano, odzywają się wszystkie budziki. Kolejka do łazienki ustalona, najpierw dziewczyny potem chłopaki, czyli tak jak zwykle ;) Na zewnątrz zimno więc odpowiednio się ubraliśmy, widno wszędzie lecz słońce jeszcze schowane za otaczającymi nas górami.


Gdy wszyscy już byli gotowi, poszliśmy na recepcję skąd poprowadził nas dalej, aż do miejsca gdzie rozpoczynał się spływ nasz przewodnik o wdzięcznym imieniu Hollywood. W ciągu kilku minut zostaliśmy poinstruowani jak należy się zachowywać podczas spływu. Usadowił nas w pontonie we wcześniej przemyślanej konfiguracji i dał sygnał do startu. Ja w międzyczasie próbowałem uruchomić kamerkę, która głównie była przenaczona na ten właśnie event, gdyż jest jedynym wodoszczelnym urządzeniem rejestrującym jakie posiadam. Niestety ubiegłego wieczoru zapomniałem jej naładować w wyniku czego zostało zarejestrowane tylko kilka sekund naszego spływu.
Teraz już płynęliśmy, a każdy z nas oprócz Dagmary siedzącej pomiędzy Marzenką, a Wojtkiem dzierżył w dłoni wiosło, którym na sygnał sternika Hollywooda odpowiednio wiosłował. Tak więc kolejno dochodziły do nas komendy w stylu: Five Forward… Two Forward… Three Backward!!! Hollywood również zadbał by podczas spływu nie zabrakło informacji dotyczących terenów które kolejno mijaliśmy w związku z czym odbyliśmy lekcję historii o czasach gorączki złota i dzikiego zachodu gdzie postrach na tych terenach siał sławny bandyta Butch Cassidy. Z każdym kolejnym zakrętem rzeki nurt robił się coraz to bardzie rwący, a fale coraz większe. Kilka razy nawet obróciliśmy się o 360 stopni i w pewnym momencie gdyby nie Dagmara to Wojtek prawie by wypadł. Prawie półtora godziny minęło, gdy dopłynęliśmy do miejsca, które okazało się metą. Wyciągnęliśmy więc ponton z wody i umiejscowiliśmy go na przyczepie, która wraz z rozlatującym się Chevroletem Express czekała już na nas na miejscu. Kilka minut później gdy Hollywood dowiózł nas bezpiecznie do motelu staliśmy już pod drzwiami naszego pokoju.
Szybko spakowaliśmy nasze torby, wzięliśmy ciepły prysznic po czym oddaliśmy klucz na recepcji i udaliśmy się na śniadanie do pobliskiego dinneru ;) Śniadanie wyglądało tak jak zwykle czyli two eggs over easy sunny side up with bacon i do tego wheat toasts oraz orange juice, a dziewczyny pancakes. Kelnerka była bardzo niemiła więc nie dostała napiwku.
Po obfitym śniadaniu udaliśmy się w dalszą trasę, tym razem musieliśmy się wrócić dobrze już nam znaną trasą 89, gdyż kolejnym naszym punktem był Zion National Park, który znajdował się w odległości 127 mil czyli 205 km na południe od Marysvale. W drodze do parku obwieściłem wszystkim, iż dzisiaj idziemy zdobyć górę o bardzo niebezpiecznym podejściu, której szczyt, a mianowicie Angels Landing, znajduje się na wysokości 1765 m n.p.m., a różnica poziomów wynosi 450 metrów. Słońce na miejscu tak paliło, że każdy z nas wziął po 2 a może nawet i 4 butelki wody, by tak czasem po drodze nie zasłabnąć. Oprócz wody zaopatrzyliśmy się również w odpowiednie obuwie oraz krem z filtrem. Busikiem odjeżdżającym z parkingu znajdującego się przy muzeum podjechaliśmy do przystanku o nazwie Grotto Trailhead. Tam z kolei przeszliśmy na drugą stronę drogi i przekraczając rzekę Virgin wkroczyliśmy na szlak prowadzący na sam szczyt.
Droga w obydwie strony zajęła nam około 3 i pół godziny, a trasa jaką przeszliśmy tam i spowrotem to około 8 km. Sam szlak na początku niepozornie był bardzo łatwy dopiero po przejściu pierwszego kilometra zaczęły się kręte, a czasami nawet wręcz pionowe podejścia. W trakcie pokonywania pierwszych dwóch kilometrów musieliśmy zrobić aż 3 przystanki, gdyż łapała nas zadyszka i musieliśmy regenerować siły oraz schładzać się wodą. Na szczęście po tych 2 morderczych kilometrach rozpoczął się kolejny odcinek szlaku, bardzo łagodny, pozwalający na odpoczynek naszym mięśniom ;) Mogliśmy dzięki temu również podziwiać naturę oraz niesamowite widoki. Jedną z żywych atrakcji były wiewiórki zwane chipmunk, które swobodnie biegały pod naszymi nogami i zwinnie przemieszczały się po pionowych ścianach skalnych. Wędrując tak w trzydziestokilko-stopniowym upale mijaliśmy lub wyprzedzaliśmy pozostałych podróżników, którzy z uśmiechem na twarzy pozdrawiają nas zwrotami “Hi!”, “How are you doing?” co z resztą było bardzo miłe przez co odwzajemnialiśmy się tym samym ;)



W pewnym momencie dotarliśmy do najniebezpieczniejszego odcinka naszej wspinaczki, gdzie zaczęły się łańcuchy, po których przemieszczaliśmy się w żółwim tempie coraz to wyżej po stromych skałach. Nie patrzymy pod nogi, gdyż wiązałoby się to z zawrotami głowy, które byłyby dla nas zabójcze. Po kolejnych kilku metrach dotarliśmy na szczyt przy czym towarzyszyły nam wybuchy niekontrolowanej radości z faktu, iż daliśmy radę. Usiedliśmy na skale i podziwiając roztaczające się widoki na pobliski kanion napstrykaliśmy tyle zdjęć ile tylko mogliśmy po czym udaliśmy się w dół tą samą trasą, którą weszliśmy. Dotarliśmy na sam dół, zanim jednak poszliśmy na autobus powrotny zahaczyliśmy z Michałem o rzekę i zamoczyliśmy w niej nasze opuchnięte stopy.
Wyprawa była wyliczona idealnie, gdyż jak tylko dotarliśmy do samochodu rozpętała się potężna ulewa. Przez całą tą wspinaczkę tak zgłodnieliśmy, że nasze żołądki zaczęły się same zjadać. Szybko więc zatrzymaliśmy się przy przydrożnej restauracji przypominającej miasteczko wprost z Dzikiego Zachodu. Zamówiliśmy ogromną pizzę otrzymując kartę z numerem zamówienia ‘six of diamonds’ czyli ‘szóstka karo’. Gdy przyszła pizza, nie jedząc nawet kawałka zamówiliśmy na wyrost drugą… i to był błąd, gdyż napchaliśmy się tą pierwszą, natomiast z drugiej tylko Wojtek podjął się zjeść jeden kawałek. By nie zmarnować jedzenia pizzę spakowaliśmy do auta i ruszyliśmy do pobliskiego westernowego miasteczka gdzie mogliśmy spędzić kilka minut w więzieniu lub saloonie oraz nakarmić i pogłaskać zwierzęta w nieopodal położonych zagrodach wśród których były między innymi osły, konie, lamy i koguty ;) Tym miłym akcentem zakończyliśmy przygodę w Zion National Park i ruszyliśmy dalej na zachód spowrotem kierując się w stronę Kalifornii, gdzie czekały na nas kolejne przygody.
Zjeżdżając z drogi stanowej nr 15 w miejscowości Moapa napotkaliśmy znak, iż przez najbliższe 150 mil nie ma żadnej stacji benzynowej, przez co musieliśmy zawrócić i zjechać do najbliższej stacji, gdyż po szybkich obliczeniach wyszło, iz nie starczy nam paliwa. Około północy dotarliśmy do miejscowości Rachel skąd w linii prostej można dojechać do strefy 51 lecz niestety kierowca z pilotem nie obudzili mnie, a gdy sam się ocknąłem byliśmy już kilkadziesiąt kilometrów dalej przez co podjęliśmy decyzję, iż nie zawracamy. Tak więc UFO tej nocy nie było nam pisane, może innym razem. Za to niebo oraz widok lśniących na nim gwiazd był niesamowity. Dookoła panowały egipskie ciemności, a najbliższe miasto znajdowało się w odległości około 70 km od nas dzięki czemu gwiazdy mieliśmy na wyciągnięcie dłoni, nie wspominając o księżycu, który wydawał się dwa razy większy niż zwykle ;) Będąc już niedaleko Doliny Śmierci postanowiliśmy skorzystać z jednego z moteli i porządnie się wyspać, gdyż sama wspinaczka oraz podróż w tak obładowanym samochodzie gdzie jakikolwiek ruch jest prawie niemożliwy lub ograniczony dawały się we znaki naszym kościom oraz mięśniom. Dagmara wpłaciła za nas kaucję i w pięć osób ulokowaliśmy się w pokoju 2-osobowym ;) Polak potrafi!



Pozdrawiam,
Szymon


Jeden z wielu cmentarzy starych samochodów, których pełno w stanie UtahKolejne złomowisko...Bo trzeba było poprowadzić asfalt...Wjeżdżamy do tunelu...... i wyjeżdżamyW drodze na Angels LandingCel naszej wspinaczki - Angels Landingbutelka wody i czapka z LA to podstawa ;)pierwszy etap wspinaczki za namiPółmetek za namiZ butelkami na pewno nie wejdziemy... musimy je gdzieś schowaćWspinamy się dalejZaczęły się łańcuchy, jest coraz ciekawiej, aż w głowie się kręciWeszliśmy!!!Udało się...Kontemplujemy i podziwiamy widokiNa lewo 350 metrów w dół, a na prawo tylko 50 metrów mniejMały odpoczynekNareszcie wracamy na dół...POZDRAWIAMY!!!smile ;)Jeden z wielu małych gryzoni, który towarzyszył nam podczas wspinaczkiWidok na dolinę Zion National Parka teraz trzeba zejść...a teraz machamy...przeprawa przez rzekę też byłaCzas na pizzę... numer naszego zamówienia to 6 KAROChyba jechaliśmy za szybko ;)Saloon MichałaWojtek zapoznaje tubylców


 
Brak komentarzy

Post zamieszczony przez Szymon w kategorii Ciekawe miejsca, Podróż

 

Kanion Bryce i miasteczko Marysvale

14 lip
Dzień dobry Bryce!


Dzień jak zwykle rozpoczęliśmy od porannej toalety. Następnie dziewczyny przygotowały śniadanie, chłopaki w między czasie poskładali namiot, a ja zamieściłem na stronie kolejny post. Gdy wszyscy byli już gotowi zdecydowaliśmy się po raz kolejny pojechać do kanionu Bryce, który znajdował się dosłownie 5 km od naszego kempingu.



Po dotarciu na miejsce udaliśmy się tym razem w dół kanionu. Zeszliśmy tylko do połowy zdając sobie sprawę, że wejście z powrotem na szczyt będzie nie lada wyzwaniem. Naszym oczom ukazują się piękne rdzawo-pomarańczowe skały rzeźbione przez naturę już od ponad 40 milionów lat. Każdy w nich coś zauważył, ja twarz małpy, a Michaś Matkę Boską. Pstryknęliśmy kilka fotek po czym wdrapaliśmy się na górę i podjechaliśmy na chwilę do pobliskiego kościoła by się pomodlić, gdyż zorientowaliśmy się, że jest niedziela. Msza akurat się skończyła, lecz miejscowy proboszcz z diamentowym kolczykiem w uchu chętnie przyjął od nas ofiarę w postaci kilku dolarów. Po chwili ksiądz wziął miskę, która służyła jako kropielnica wylał z niej wodę święconą po czym nalał wody z kranu i dał się z niej napić wojemu psu ;)


Trasa - 14 lipiec

Jedziemy dalej drogą nr 12 w kierunku na zachód, a dokładnie do miejscowości Marysvale gdzie mamy zarezerwowany spływ pontonowy. Podróż jak zwykle nie mogła się odbyć bez żadnych niespodzianek, gdyż kilka saren postanowiło nam wyskoczyć na drogę i przebiec przed maską. Ponieważ pogoda znacznie się pogorszyła postanowiliśmy przełożyć spływ na 7:00 rano dnia następnego. Dzięki temu mogliśmy odpocząć i się zrelaksować co przy takiej wyprawie okazało się zbawienne.
Późnym popołudniem postanowiliśmy wybrać się na spacer wzdłuż rzeki, którą jutro będziemy spływać i dotarliśmy do potężnego semafora oraz losowo rozmieszczonych składów kolejowych, które jak się później okazało po rozmowie z tubylcem mają w niedługim czasie zostać przerobione na luksusowe pokoje. Pomimo zakazów wejścia postanowiliśmy z Michałem wdrapać się na semafor co stanowiło dla nas wyzwanie, gdyż sam semafor był bardzo niestabilny i bujał się na wszystkie strony, a Michał musiał dodatkowo stawić czoła swoimi lękom wysokości.
Miasto wygląda na mało zamieszkałe, gdyż natknęliśmy się dosłownie na kilka osób, a samo centrum składa się ze sklepu, motelu, stacji benzynowej i małego kempingu.
Wieczorem usiedliśmy wygodnie przed naszym pokojem i do późnej nocy opowiadaliśmy sobie różne ciekawe historie oraz wspominaliśmy dotychczasowo przebytą drogę oraz odwiedzone miejsca.
Dopiliśmy ostatnie piwka, nastawiliśmy budzik na 6:00 i leżąc w wygodnych łóżkach z myślami skierowanymi na jutrzejszy rafting padliśmy jak muchy.



Pozdrawiam,
Szymon


Bryce CanyonBryce CanyonBryce CanyonBryce Canyon, same męczyznyRodeo, niestety byliśmy w niedzielę ;(Kościół w Bryce CityW drodze na White Water RaftingNa tym zdjęciu widać jak diametralnie zmieniają się widokiSpacerek po Marysvale'Nie wchodzić' - tak pisało na znaku przy semaforze... San Miguel też się wdrapał ;)Droga stanowa nr 89Droga stanowa nr 89Wjazd do miasteczka od strony północyTo nie my zepsuliśmy


 
Brak komentarzy

Post zamieszczony przez Szymon w kategorii Ciekawe miejsca, Podróż

 

Capitol Reef i Kanion Bryce

13 lip
Budzimy się w namiocie wśród gór. Nie wykąpaliśmy się w rzece bo była pomidorowa. Taki kolor.
Dzisiaj podróżujemy do Capitol Reef. Też będziemy chodzić po górach. Jedziemy już kilka mil drogą polną. Wokół góry. Parkujemy samochód. Jesteśmy piechury. Żaden Amerykanin nie zdobył się na taką wycieczkę. Jesteśmy na szlaku sami. Podążamy w kierunku Golden Throne czyli złotej góry. Kamienie wyznaczają ścieżkę. Chodzimy po wielkich monolitycznych skałach. Machamy do przebiegających nam drogę jaszczurek. Strumyk, zakręt i pod górę. Po kilku godzinach zdobywamy nasz cel. Nie było łatwo, gdyż zastał nas deszcz i musieliśmy przeczekać burzę w półce skalnej. Potem pod drzewem. Schodzimy tak samo jak weszliśmy tylko w przeciwnym kierunku.


Trasa - 13 lipiec

U nas nie ma odpoczynku. Lecimy na kolejny kanion. Bryce Canyon. Ten ma w środku setki skalnych wieży erodowanych przez wiatr i wodę. Jest cały pomarańczowy. Wszystko jest pomarańczowe. Nawet nasze auto. Jedziemy nim na kolejny kemping. Tym razem na wypasie. Z basenem. Ten kemping, jak każdy inny w stanach jest dobrze przemyślany i ładny. Każde miejsce na namiot posiada dodatkowo miejsce parkingowe dla samochodu, stoliki misia Yogiego, palenisko, grilla i wodę.
Pijemy Budweisery, dziewczyny po drineczku z Bacardi, pieczemy na patykach parówki zagryzając nachosami. Słuchamy Kovalowej płyty, tańczymy i śpiewamy. Dopalamy dobrą atmosferę przez zielono-niebieski ogień. To nie nadmiar alkoholu tylko specjalny proszek. Czary mary, pijemy browary. Namiot już stoi. No to do śpiworów. Nie wiadomo jak spać, bo już prawy i lewy bok bolą, żebra też. No to na plecach. Po browarkach zaśniemy nawet na twardej ziemi.



Dobranoc,
Ściskam,
San


Wojtek i jego Pick upZaraz wysyłamy kartki ;)Wjazd do Capitol Reefpo 1,5 godzinie dotarliśmy na szczytwidok na Golden ThroneCzesio Podróżnik FOTA nr 7 - Czesio też zdobywał szczytyCapitol ReefCapitol ReefPrzerwa na sesję...Przerwa na sesję...Wojtek zaraz skaczeDaga uważaj...!!!Czesiek aplinistaWspinaczka bez trzymankiPomocna dłoń okazała się niezbędnaJaszczurkaCapitol ReefI raz.... I dwa... i poleciał :)Jedziemy dalej...Capitol ReefDroga widokowa nr 12Droga widokowa nr 12Jelonki w drodze do Kanionu BryceReklama dźwignią handluBryce CanyonW drodze na taras widokowyBryce Canyon - Sunset PointEkipa i BryceCzesio Podróżnik FOTA nr 8a wieczorem był znowu namiot, ognisko i kiełbaski


 
Brak komentarzy

Post zamieszczony przez Szymon w kategorii Ciekawe miejsca, Podróż

 

Park łuków czyli Arches National Park

12 lip


Obudziliśmy się chyba jeszcze zawiani. Namiot twardy, ale mieliśmy ciepłe mumie śpiwory. Śniadanie piknikowe, takie jak zawsze na kempingu. Lubimy te stoły z bajki Misia Yogiego. Jeszcze nie wiemy co nas czeka. Przepraszamy wszystkich wokół, że byliśmy tak głośno koło północy. Wszyscy udają, że spali i że się cieszą, że nas spotkali. Ludzie z Kanady. Mają 3-letnią Margaret i brali ślub w Vegas. Udajemy, że to super pomysł. Porozmawialiśmy z nimi chwilkę. To dobrzy ludzie.
Wybieramy się na Arches, zbieramy swoje zabawki i machając wszystkim na pożegnanie zapominamy zapłacić za namiot. Marzenka dziarsko prowadzi po krętych drogach.
Wjeżdżamy do kolejnego parku narodowego. The Arches. Czyli piękne łuki skalne. Stop. Trzy skały, na które mówią “The Gossips” – “Plotkary”. Zostawiłem im swoje złote aviatary.


Trasa - 12 lipiec

Kolejnych kilka mil. Idziemy pod łuk. Robimy zdjęcia. Wóz, kilka mil, kolejny stop. Teraz czeka nas wyprawa w góry. Pełne, porządne obuwie i 3 mile pod górę po skałach. Widoki niebiańskie, temperatura piekielna. To tutaj się spalilismy słońcem. Każdy idzie swoim tempem. Cel był warty wysiłku. Delicate Arch. Przepiękny. Rzeźbiarski. Słońce i upał dają nam się we znaki, wiec czas schodzić. Przed nami kilka kolejnych pejzaży. Po szóstym łuku jesteśmy w pełni usatysfakcjonowani.
Musimy jechać, bo przed nami daleka droga, a po drodze wioska zombich i kemping bez sanitariatów. Rozkładamy namiot, palimy ognisko, pieczemy marshmallows i pijemy ciepłego Jim Beam’a z ciepłą Colą. Nie można mieć wszystkiego. Na przykład lodu lub sanitariatów. I tak jest jak w bajce. Najwyżej rano wykąpiemy się w rzece. Dobranoc ;)



Pozdrawiam,
San Miguel


Namiot wreszcie rozdziewiczony ;)Courthouse TowersCourthouse TowersThree GossipsBalanced RockBalanced RockBalanced RockBalanced RockBalanced RockCove CavesCove CavesCove CavesCove CavesMichaś podróżnik - Double ArchMarzenka szuka drogi - Double ArchPróbujemy łapać skałyNorth WindowWojtuś pokazuje widok zza okna - North WindowNorth WindowNorth WindowNorth WindowWszyscy w komplecie na North WindowIdziemy na wycieczkę - 3 mile, nie może zabraknąć wodyMichaś i Delicate ArchCzesio Podróżnik FOTA nr 6Wojtuś i Delicate ArchWidok z Delicate ArchLandscape ArchDobraszny na Landscape ArchSkyline Archciepła Cola, ciepły Jim Beam - ekstremalne warunki nie są nam straszne ;)


 
Brak komentarzy

Post zamieszczony przez Szymon w kategorii Ciekawe miejsca, Podróż

 

Kanion Antylopy i Dolina Monumentów

11 lip

Trasa - 11 lipiec

Nocowaliśmy nad Lake Powell. Co prawda mieliśmy zarezerwowane pole namiotowe, ale ponieważ przyjechaliśmy późno w nocy to nie byliśmy w stanie go zlokalizować. Tak więc mieliśmy powtórkę z rozrywki i spaliśmy w samochodzie.
Obudziliśmy się i co ujrzeliśmy?… Otóż naszym oczom ukazało się jezioro Powell, którego w nocy nie dostrzegliśmy, a którego widok nas powalił… Tak więc zrobiliśmy sobie krótki spacer nad jezioro, zjedliśmy śniadanie, a następnie poranna toaleta z prysznicem włącznie… i PRANIE!!! Wypraliśmy nasze brudy, co trochę zajęło nam czasu, po czym zapakowaliśmy autko i pojechaliśmy do miasta Page gdzie czekały na nas kolejne atrakcje.
Pierwszą z nich był Kanion Antylopy, na który najpierw zakupiliśmy bilety i jak się okazało musieliśmy czekać na swoją kolej ponad godzinę, gdyż nadgorliwie w pośpiechu przesunęliśmy zegarek do przodu. W międzyczasie pojechaliśmy na punkt widokowy Horseshoe Bend, gdzie tylko odważni podeszli bliżej krawędzi tego wysokiego na ponad 300 merów zakola rzeki Colorado.



Gdy przyszła wreszcie odpowiednia pora podjechaliśmy na parking Antelope Canyon i dołączyliśmy do reszty oczekujących na swoją kolej turystów. Indianie z plemienia Navajo, którzy mieli nas oprowadzać po kanionie wesoło między sobą rozmawiali w dialekcie dla nikogo nieznanym wplatając co krok angielskie zwroty. Jak na prawdziwych amerykanów przystało Indianie Ci również byli słusznych rozmiarów. W ogóle nie byli podobni do swych rodzimych przodków.
Nagle jedna kobieta zaczęła krzyczeć i w ciągu kilku sekund przydzieliła nas do odpowiednich wozów i przewodników. My wraz z piątką francuzów trafiliśmy na pakę starszej wiekiem i bardzo sympatycznej Rosie. Do samego kanionu jechaliśmy około 10 minut, ale po drodze atrakcji nie brakowało. Podczas przejazdu cały czas nieźle bujało we wszystkie strony, a w pewnym momencie rozszalała się nawet mała burza piaskowa.


Trasa - 11 lipiec

Zeskakujemy z pickup’a i wchodzimy między skały. Kanion był niesamowity, brakuje słów by go opisać, na szczęście poniżej zamieściłem kilka zdjęć z tego przepięknego miejsca. Światło padając na skały wyrzeźbione jak dzieła sztuki tworzyło niesamowity efekt. Oprócz naszej kilkuosobowej ekipy po kanionie wałęsało się jeszcze kilka innych równie licznych grup, tak więc uchwycenie w kadrze aparatu tylko i wyłącznie naszej piątki graniczyło niemalże z cudem. Rosie na szczęście pomagała nam wykonać najlepsze ujęcia, łącznie z tym, iż kładła się z naszymi aparatami plecami na piasku. Po półtorej godziny wróciliśmy na parking skąd wyruszyliśmy i udaliśmy się na obiad do Denny’s, a następnie zrobiliśmy zakupy w Wallmarcie.



Zaraz po zakupach wyruszyliśmy w dalszą trasę w kierunku Monument Valley, tak by zdążyć przed zachodem słońca. Udało się. Przybyliśmy na miejsce na dosłownie kilkanaście minut przed zachodem. Popstrykaliśmy kilka fotek, posiedzieliśmy na kamieniu z widokiem na całą dolinę i niestety musieliśmy ruszać dalej. Zatrzymaliśmy się również na chwilę w miejscu, w którym kręcono scenę z filmu “Forrest Gump”, w której to tytułowy bohater przerywa swój bieg.


Scena z filmu Forrest Gump

Po kilku kolejnych godzinach jazdy dojechaliśmy do Moab – miasta położonego zaraz niedaleko Arches National Park – skąd jutro rozpoczniemy dalsze wycieczki. Tutaj też znaleźliśmy kemping gdzie po raz pierwszy wreszcie udało nam się rozbić namiot. Na zakończenie dnia wypiliśmy po szklaneczce Whiskey przy świeczce i obejrzeliśmy kilka odcinków serialu “Przyjaciele”.



Pozdrawiam,
Szymon


Wschód słońca nad jeziorem PowellJeszcze jedno ujecie Lake PowellPlaża na Lake PowellW drodze na Horseshoe BendHorseshoe BendHorseshoe BendHorseshoe BendSan zdobywa skałyAntelope CanyonAntelope CanyonAntelope CanyonAntelope CanyonAntelope CanyonAntelope CanyonAntelope CanyonI wszyscy machamyA teraz skaczemyNa Jeepa i bumpy rideW drodze do Monument ValleyWitamy cię UtahMonument ValleyMonument ValleyCzesio Podróżnik FOTA nr 5Monument ValleyMonument ValleyMonument ValleyMonument ValleyMonument ValleyMonument ValleyMonument ValleyMonument ValleyMonument ValleyUSA TRIP


 
Brak komentarzy

Post zamieszczony przez Szymon w kategorii Ciekawe miejsca, Podróż

 
 
ALABAMA ALASKA ARIZONA ARKANSAS CALIFORNIA COLORADO CONNECTICUT DELAWARE DISTRICT OF COLUMBIA FLORIDA GEORGIA HAWAII IDAHO ILLINOIS INDIANA IOWA KANSAS KENTUCKY LOUISIANA MAINE MARYLAND MASSACHUSETTS MICHIGAN MINNESOTA MISSISSIPPI MISSOURI MONTANA NEBRASKA NEVADA NEW HAMPSHIRE NEW JERSEY NEW MEXICO NEW YORK NORTH CAROLINA NORTH DAKOTA OHIO OKLAHOMA OREGON PENNSYLVANIA RHODE ISLAND SOUTH CAROLINA SOUTH DAKOTA TENNESSEE TEXAS UTAH VERMONT VIRGINIA WASHINGTON WEST VIRGINIA WISCONSIN WYOMING